Tak mnie dziewczyny wczoraj zmobilizowały, że nastawiłam sobie budzik na 5.40 rano. Okazało się jednak, że zegarków z alarmami u mnie taki dostatek, że zanim zdążył zadzwonić mój domowy budzik, obudził mnie mój zegarek, który miałam ustawiony na poranna pobudkę w Londynie:-) i tym sposobem wstałam dzisiaj przed godz 5-tą…do 5.50 zrobiłam pranie, poprzednie nastawiłam na suszenie, trochę poprasowałam i przed 6-tą poszłam pobiegać:-) i to był bardzo dobry pomysł! muszę na nowo się sprężyc i powrócić do poranych biegów. Daje to niesamowita energię na cały dzień. Wracając zrobiłam zakupy; świeże drożdzówki, ser itp…. O 8-mej ma się poczucie, że zrobiło się tyle, ile w inny dzień do południa….polecam:-)
5 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Widzisz? Ja zawsze wszystkim powtarzam, że warto spróbować, bo poranne bieganie to jest coś niezwykle przyjemnego, zwłaszcza wiosną czy latem, kiedy pwietrze zupełnie inaczej pachnie, niż parę godzin później. Cieszę się, że ktoś potwierdza te wrażenia, bo przeważnie znajomi patrzą na mnie jak na dziwaczkę (że niby można z własnej woli wyjść z domu przed 6-stą rano
)
Zgadza się:-) Ja przed półmaratonem biegałam rano, tylko wtedy było zimniej, a po półmaratonie przerzuciłam sie na popołudnie…ale zawsze wieczorem coś jest do zrobienia i nie jest łatwo wyjść….a dzisiaj było super, muszę tylko wstawać rano…..
Ja mam parę dylematów porannych, ale napisałam u mnie…poza tym…uwielbiam siedzieć w nocy – i tu…zgrzyt, długo się tak pociągnąć nie da
Ja natomiast lubię wcześniej iść spać, a rano zrobić to co powinnam zrobić wieczorem…więc bieganie poranne całkiem mi odpowiada:-)
that’s the spirit
)