
Witam ponownie wszystkich bardzo serdecznie ! Pewnie juz niewiele osób odwiedza mój blog, bo ostatnio nic sie tu nie działo, więc moje kolejne wpisy będą dedykowane głównie tym najbardziej wytrwałym! ( Iza, pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:-))))))
A więc po kolei…..krótkie podsumowanie…..
Po 14 tygodniach mojej przygody z bieganiem ukończyłam mój pierwszy poważny bieg – Pólmaraton Warszawski! Jestem z siebie bardzo dumna, bo nie ukrywam (teraz mogę się już do tego przyznać) były dni kiedy bardzo się bałam, że nie dam rady dobiec do mety…natomiast okazało się, że dzięki metodzie Galloway’a dotarłam do mety i to w dodatku w czasie, który był moim marzeniem – niewiele ponad 2,30!!!! Kiedy zaczynałam moje bieganie w grudniu, byłam przekonanna, że będę potrzebować 4 godzin, póżniej miałam nadzieję na złamanie 3 godzin, pod koniec cichym marzeniem było 2,30, ale bałam się, że jest ono nierealne….a jednak!
Półmaraton był dla mnie z wielu powodów niezwykłym przeżyciem. Udowodniłam sobie, że prawie wszystko jest możliwe, bo jeszcze na początku grudnia wyśmiałabym każdego, kto powiedziałby, że w marcu pobiegnę w półmaratonie, ja która nigdy nie lubiłam biegać. Po drugie miałam niesamowitą przyjemność biec ramię w ramię z Barbarą oraz Jeffem Galloway!!!! Po trzecie to naprawdę jest niesamowite przeżycie samo w sobie…:-)

Kolejna niespodzianka – nic mnie nie bolało, ani mięśnie, ani stawy, nic! W poniedziałek musiałam wstać o 5 rano bo po 7-mej miałam samolot na Targi w Bazylei i bałam się, że po niedzielnym starcie będę nieżywa. Nic bardziej mylnego! W niedziele poszłam po prostu bardzo wcześnie spać i okazało się, że od poniedziałku mogę spokojnie funkcjonować od rana w innej rzeczywistości…Targi, buty pantofle i oprócz przesilenia wiosennego nie czułam żadnych niedogodności…
11 komentarzy
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

No proszę, doczekałam się!!! Piękna fotka z Gallowayami!!! I jeszcze raz gratulacje
Dzięki! Postaram sie pisać na bieżąco….
Hej.To faktycznie niespodzianka a ja myślałam ze juz porzucilas bieganie i blogowanie
.Gratuluje wyniku w biegu i dziękuję za miłe towarzystwo. To kiedy wracasz do treningów przed maratonem?
Biegania nie porzuciłam, porzuciłam tylko na trochę pisanie, bo zaczęłam się bać naszego wyzwania:-) porzucenie bloga było chyba metodą na oddalenie myśli o tym co nieuchronne:-)))) koncentrowałam się na najbliższej przyszłości, czyli kolejnych treningach starając się nie myśleć o dacie 29-go marca:-)))))) Od czwartku 2-go kwietnia rozpoczęłam treningi do M…..
No nareszcie! Ja też tu parę razy zaglądałam
Fotka piękna, ale bardziej zazdroszczę braku zakwasów po biegu – ja swoje jakoś przeżyłam, ale nie było lekko, o nie!
Marta, to prawda, bardzo się bałam poniedziałku po półmaratonie, bo wiedziałam, że czeka mnie ciężki dzień bez szansy na wygodne buty! ale się udało..:-)
nooo, fotografów to masz zawodowych
)
nie tylko fotografów:-)))))
Do M jest dużo czasu, są szanse na kolejne wpisy
))))))))))))
Aniu, ja też zaglądam tu czasem a tymczasem wielkie brawa za odwagę i konsekwencję w dzialaniu. Nikt już teraz nie może powiedzieć, że nie biega z braku czasu
Dzięki Kasia:-) Mam taką nadzieję, że brak czasu nie może już być przyczyną:-)